Start-up w mieście

Ostrożniej z dotacjami!

Ojczyzną start-upów są miasta, najczęściej duże, bogate w szkoły wyższe i infrastrukturę do prowadzenia biznesu. Jednak o nowe firmy coraz częściej starają się zabiegać mniejsze ośrodki, które widzą w tym szansę na rozwój. Taką sytuację obserwujemy na Mazowszu.

Warszawa już od dawna buduje markę miasta przyjaznego start-upom. Ze względu na swój potencjał stolica Polski konkuruje na arenie europejskiej. Sporo się dzieje w dawnych miastach wojewódzkich – Płocku i Radomiu. Tamtejsze samorządy mogą się pochwalić ciekawymi pomysłami, którymi interesują się młodzi przedsiębiorcy.

Kawa zamiast inkubatora

– Od około 10 lat budujemy parki, inkubatory, przestrzenie coworkingowe, by dojść do przekonania, że tak naprawdę dużo ważniejsza jest nie budowa kolejnych obiektów, lecz kreowanie dobrej atmosfery sprzyjającej rozwojowi przedsiębiorczości. Może to zabrzmi jak żart, ale miasta mogą bardziej pomóc młodym przedsiębiorcom poprzez budowę bazy gastronomicznej i spotkaniowej. Zobaczmy, ile osób robi interesy i pracuje w warszawskich kawiarniach! – mówi Michał Olszewski, zastępca prezydenta m.st. Warszawy.

Do tej samej konkluzji doszedł Samorząd Płocka, który rok temu otworzył Staromiejskie Centrum Biznesu Przetwornia, miejsce dla biznesu w centrum miasta, oraz wsparł założenie klubokawiarni z unikalną palarnią kawy, jedną z sześciu w całej Polsce. – Przedsiębiorcy, którzy z nami współpracują, podkreślają, że Przetwornia jest najatrakcyjniejszym miejscem w mieście, jeśli chodzi o lokalizację i ceny – podkreślał Jacek Koziński, prezes Agencji Rewitalizacji Starówki.

To miejsce jest odpowiedzią miasta na potrzeby osób, które podjęły ryzyko i założyły najczęściej jednoosobowej firmy. Prowadzą działalność, która nie wymaga kupna lub wynajęcia własnej powierzchni biurowej, a także nie chcą lub nie mogą pracować w domu. – Na powierzchni ok. 300 m² oferujemy trzy biuroboksy, sześć mikrobiurek i trzy wyposażone sale do organizacji szkoleń. Jest też Wi-Fi, drukarka i dobra kawa. Wystarczy więc, gdy przedsiębiorca przyjdzie do nas z własnym laptopem. Resztę my zapewniamy. Staromiejskie Centrum Biznesu może być też tylko adresem dla takiej zaczynającej działalność jednoosobowej firmy – dodał Jacek Koziński.

O tym, jaka jest rola miast w kreowaniu przedsiębiorczości, jak pomagają firmom, szczególnie tym nowym i jakie błędy przy tym popełniają – rozmawiali uczestnicy panelu dyskusyjnego „Start-up w mieście”. Fot. MJWPU
O tym, jaka jest rola miast w kreowaniu przedsiębiorczości, jak pomagają firmom, szczególnie tym nowym i jakie błędy przy tym popełniają – rozmawiali uczestnicy panelu dyskusyjnego „Start-up w mieście”. Fot. MJWPU

 

Miasto przez rok obserwowało firmy, które korzystają z usług Centrum Biznesu, a od pewnego czasu zaczyna rozszerzać pomoc dla przedsiębiorców. Przykładem jest wsparcie dla klubokawiarni „Czerwony Atrament”, która postanowiła rozszerzyć działalność przez utworzenie własnej palarni kawy. – Nie była to pomoc kapitałowa, lecz wyremontowaliśmy pomieszczenia pod ich działalność. Gdyby firmie się nie udało, to my na tym nic nie stracimy, gdyż nowe, zaadaptowane pomieszczenia możemy wynająć komuś innemu. Miasto promuje to miejsce m.in. poprzez organizację eventów. Na razie działają prężnie i biznes się rozwija – cieszy się prezes Jacek Koziński.

Zatrzymać odpływ

O różnicach między Warszawą a mniejszymi miastami mówi Tomasz Jabłoński, współzałożyciel Startup Academy: – Budowanie samych inkubatorów czy parków technologicznych w mniejszych miastach niewiele pomoże, gdyż przede wszystkim brakuje tam ekosystemów opartych na ludziach. Młode osoby najczęściej wyjeżdżają z mniejszych miast. Dlatego kluczową sprawą są tam inwestycje w ludzi. Warto rozwijać programy, które pomogą zatrzymać młodych mieszkańców lub zachęcać do powrotu po skończonych studiach.

– Musimy się zastanowić, co możemy dać młodym osobom, żeby chciały pracować w start-upie, a nie w korporacji. Miasto może ułatwić współpracę między firmami a studentami i absolwentami. W Kalifornii Dolina Krzemowa powstała wokół Uniwersytetu Stanforda. Dobrym pomysłem jest uruchamianie pilotażowych projektów dla miasta, w które angażowane są start-upy – uważa Cezary Woszczyk, prezes firmy Sharpeo.

Partnerstwa i mentoring

Duża moc tkwi w budowaniu partnerstw obejmujących miasto, biznes i przestrzeń na inicjatywy oddolne. – Na początku trzeba stworzyć wspólnotę osób, które mają podobne potrzeby i te potrzeby zdefiniować – mówi Katarzyna Wierzbowska, prezeska Fundacji Przedsiębiorczości Kobiet, która właśnie przyjęła taki sposób działania. – Gdy już zidentyfikowaliśmy problemy, zaczęliśmy organizować odpowiednie formy wsparcia. Zaprojektowaliśmy program akceleracyjny dla kobiet pod nazwą „Biznes w kobiecych rękach”, który jest kombinacją trzech elementów: networkingu, szkoleń w zakresie przedsiębiorczości i mentoringu biznesowego. W ramach Sieci Przedsiębiorczych Kobiet utworzyliśmy klub mentorek, w którym działają kobiety sukcesu pragnące wspierać inne kobiety w biznesie. Miasto nas wspiera w tych działaniach, oferuje nam przestrzeń do działania, zaprasza do różnych inicjatyw.

– Potrzebujemy edukacji, lóż mentorów, gdyż siła wzajemnego mentoringu w biznesie jest ogromna. Miasto może być animatorem przedsiębiorczości poprzez ułatwianie kontaktów między absolwentami uczelni a biznesem. To ważne, gdyż dzięki tym kontaktom rodzą się innowacje w głowach młodych ludzi – dodaje Tomasz Jabłoński.

Michał Olszewski zauważył, że z czasem ekosystem start-upowy staje się coraz bardziej samowystarczalny. Firmy budują przestrzenie coworkingowe i inkubatory, które udostępniają innym firmom. Miasto powinno więc stawać się bardziej patronem niż inwestorem. Zresztą sektor publiczny nie jest dobrym inwestorem w tym obszarze, gdyż ma niską skłonność do ryzyka. Lepiej udostępniać swoje zasoby, wspierać networking, „otwierać drzwi” do funduszy kapitałowych i firm doradczych.

Nie przesadzajmy z dotacjami

Uczestnicy dyskusji zastanawiali się też, czy firmy na początkowym etapie rozwoju potrzebują kapitału, czy lepiej je wspierać w inny sposób, np. rozszerzając ich kompetencje i know-how?

– Przede wszystkim nie zgadzam się, że start-upom potrzebne są na początkowym etapie bezzwrotne dotacje. Statystyki mówią, że świeżo założone firmy najczęściej dożywały 13 miesięcy, gdyż gdyby wcześniej skończyły działalność, musiałyby oddać te dotacje. Kluczowy jest pomysł. Start-upom trzeba się przyglądać i dozować kapitał – uważa Katarzyna Wierzbowska.

Zgadza się z tym Tomasz Jabłoński: – Codziennie przysyłają prośby o pomoc w zdobyciu finansowania, choć wszystko, co mają, to jedynie koncepcja. Nie wykonali jeszcze prototypu i nie pracowali z żadnym klientem. Takim przedsiębiorcom doradzam: najpierw przetestuj pomysł i dopiero potem zapukaj po kapitał.

Rozmówcy zgodnie przyznają, że nie wolno przekazywać całego kapitału od razu, lecz w mniejszych transzach. Równolegle warto, by start-upy edukowały się i korzystały z mentoringu. Miasta są idealnym miejscem, bo dają dostęp do wszystkich tych form wsparcia. Wystarczy, że administracja będzie to ułatwiać i wcale nie musi budować potężnych inkubatorów.

Andrzej Szoszkiewicz, Jerzy Gontarz